Multimedia

Logowanie



odstęp
Siostra Emmanuelle a tajemnice radosne różańca świętego. Kazanie- Erik Ross OP. PDF Drukuj Email

Czy słyszeliście kiedyś historię zakonnicy, która dorastała w fabryce bielizny? Urodziła się ona w Belgii na początku XX wieku, a jej rodzice byli bogatymi producentami...  damskiej bielizny. Jednak Madeleine – tak bowiem miała na imię – niezbyt długo zabawiła w domu. Szybko dorosła, stając się bystrą i zdolną studentką. W latach 20 zdobywała nawet nagrody w dziedzinie filozofii na Sorbonie, gdzie studiowała.

Wtedy właśnie ta młoda kobieta dokonała zadziwiającego wyboru. Ta obiecująca, uprzywilejowana młoda panna, jak zresztą wiele innych intelektualnie uzdolnionych kobiet przed nią, postanowiła wstąpić do – mało znanej w Polsce – wspolnoty sióstr, zwanej Zgromadzeniem Sióstr Matki Bożej z Góry Syjon. Tak się akurat składa, że również tutaj, w Krakowie, siostry te mają od niedawna swoją wspólnotę i przychodzą na Mszę świętą do naszego kościoła. Siostry te posiadają często wyższe wykształcenie i wykorzystują swoje zdolności do realizacji dwóch celów: po pierwsze odważnie angażują się w dialog z ludźmi innych tradycji religijnych, szczególnie z Żydami i muzułmanami, a po drugie bez obaw idą do najbiedniejszych społeczności na Ziemi, aby pracować solidarnie z zapomnianymi i cierpiącymi. Madeleine podczas swojego długiego życia w zgromadzeniu wykonywała obie te prace. Ta bystra dziewczyna z zamożnej rodziny przyjęła imię zakonne Emmanuelle i tak też znana jest w Polsce – siostra Emmanuelle jest autorką opublikowanych w ostatnich kilku latach książek. Jedna jest zatytułowana „Mam sto lat i chciałabym wam powiedzieć”. Ta dziewczyna z fabryki bielizny dożyła sędziwego wieku.

Ale człowiek nie rodzi się w wieku stu lat. Po wstąpieniu do zgromadzenia, siostra Emmanuelle spędziła 30 lat, pracując w Stambule, głównie jako nauczycielka inteligentnych i uprzywilejowanych młodych kobiet podobnych do niej samej. Podróżowała także po Afryce Północnej, pracując w Egipcie i Tunezji – a więc w niespokojnych rejonach świata, o których słyszeliśmy ostatnio w mediach. W trakcie swoich podróży napotykała przerażające cierpienie ubogich, zauważyła, że to kobiety i dzieci zawsze cierpiały najbardziej.

Intelektualiści, którzy – jak siostra Emmanuelle – kochają ideały, widząc cierpienie, często popadają w rozpacz. Ludzkie cierpienie wydaje się tak bardzo niedorzeczne; wymyka się ono wszelkim naszym kategoriom i rozwiązaniom. Jak dobry Bóg może dopuścić takie cierpienie, zwłaszcza dzieci i bezbronnych? Obraz ludzkiego cierpienia doprowadził wielu rozsądnych ludzi do rozpaczy, a nawet ateizmu.

Jednak siostra Emmanuelle nie traciła łatwo nadziei, nie była osobą bezruchu. Ona była świeżą, pełną życia kobietą, osobą nieustannego postępu. W 1971 r., już w wieku emerytalnym, chciała pójść za przykładem belgijskiego misjonarza Ojca Damiana i zająć się trędowatymi w Kairze. Kiedy legat papieski usłyszał o pragnieniach siostry Emmanuelle, zasugerował jej, że może ona pomagać tysiącom ludzi zbierającym śmieci, znanym jako „zabaleen”. Owi zabaleen, co po arabsku oznacza „brud” lub „śmieci”, mieszkają na peryferiach Kairu, na wysypisku śmieci zwanym Ezbet El Nakhl. Siostra Emmanuelle przeprowadziła się do samego środka tej dzielnicy. Mieszkała w jednopokojowym baraku, dokładnie tak samo jak ludzie dookoła niej. Wkrótce otworzyła w nim szkołę, gdzie przyjmowała wszystkie dzieci – bez względu na wyznanie– te, które chciały się uczyć. Ta niezwykle odważna kobieta stworzyła wspólnotę i rozpoczęła wiele inicjatyw, aby przynieść tym najbiedniejszym ludziom ulgę w cierpieniu, czy to przez pomoc medyczną, czy przez polepszenie warunków życia.

Pewnego razu, kiedy siostra Emmanuelle miała już ponad dziewięćdziesiąt lat, zaproszono ją do telewizji w Paryżu, w charakterze gościa programu słynnego francuskiego dziennikarza, Bernarda Pivota. W pewnym momencie dziennikarz zwrócił się w stronę siostry Emmanuelle i spytał: „Siostro, jakie jest Siostry ulubione słowo?” Natychmiast siostra Emmanuelle wykrzyknęła z radością: „Yalla!” Francuscy intelektualiści byli zdumieni, ponieważ yalla nie jest francuskim słowem, lecz arabskim – słowem, którego siostra Emmanuelle nauczyła się na ulicy od dzieci, z którymi pracowała. „Yalla” oznacza „Naprzód!”, „Idź do przodu!”. „A jakiego słowa najbardziej Siostra nie lubi?” spytał dziennikarz. Siostra  Emmanuelle odpowiedziała: „Stop!” – „Zatrzymaj się!”. Następnie wyjaśniła: „Nie wolno zatrzymać się w życiu. Należy posuwać się naprzód z największą szybkością. Nie zatrzymuj się! Nigdy!” W czasie, gdy wypowiadała te słowa, siostra Emmanuelle była już przykuta do wózka inwalidzkiego, a jej ciało było zniszczone i słabe. Co dawało jej tę radość?

Ludzie z którymi żyła, byli brudni, cierpieli z głodu oraz wskutek wszawicy, więc siostra Emmanuelle miała tysiące powodów, by płakać ze smutku. Myślę jednak, że tajemnice, które najlepiej opisują siostrę Emmanuelle nie są tajemnicami smutku i cierpienia, lecz raczej wspaniałymi tajemnicami radości.

Wiemy, że siostra Emmanuelle zawsze nosiła przy sobie srebrny różaniec. Był on mały i skromny, ale równocześnie – potężny, ponieważ dzięki niemu siostra Emmanuelle uczyła się od Chrystusa, który jest naszym Emmanuelem, oraz od Jego Matki. Przez różaniec siostra Emmanuelle razem z Maryją poszła kamienistą drogą, aby odwiedzić jej kuzynkę, Elżbietę. Dzięki tej modlitwie ta doświadczona zakonnica patrzyła na młodziutką Maryję idącą samotnie oraz jej starszą krewną, która również spodziewała się synka, choć była stara. To była bardzo trudna sytuacja zarówno dla młodej Maryi, jak i wiekowej Elżbiety. Tak, ale siostra Emmanuelle widziała także niewiarygodną radość podczas ich spotkania – radość dwóch kobiet, które Bóg nawiedził cudownie, oraz które miały w sobie tyle pokory i prostoty, aby pozwolić Bogu wkroczyć w ich życie. Innym razem, z różańcem w ręku, siostra Emmanuelle stała w pobliżu Dziewicy Maryi, podczas gdy ta przygotowywała się do zrodzenia Zbawiciela. Co tam widziała? Ubogą kobietę, która w bólu próbowała usadowić się wygodnie w stajni zbudowanej dla zwierząt. Lecz także w tej stajni była radość – z powodu cudownych narodzin możliwych dzięki odwadze jednej młodej kobiety. Tajemnice te były wspaniałą szkołą dla siostry Emmanuelle i dla nas także mogą stać się nią stać.

Tam, gdzie inni rozpaczali, siostra Emmanuelle się radowała. Myślę, że tak było, ponieważ słuchała słowa Bożego i rozważała je w towarzystwie Maryi Panny. Siostra Emmanuelle głęboko przyjęła miłość, którą Pan może dać – i w ten sposób stała się człowiekiem miłości – kobietą przepełnioną darami, które otrzymała od Boga, aby przekazywać je innym.

 

Erik Ross OP

7 kwietnia 2011 r.

 

 
Zobacz więcej