|
Ostatnie dwa tygodnie spędziłam na południu Luzon u rodziny s. Elizabeth. Był to czas doświadczania codziennych radości i zmagań w rodzinie filipińskiej. To co najbardziej mnie dotknęło, to ogromna gościnność i troskliwość Edith i Arnela.
Ponieważ był to również czas dla wolny od szkoły, mogliśmy się wybrać, by zobaczyć Mayon – jeden z czynnych wulkanów. W grudniu groził on silnym wybuchem, na szczęście wypłynęło tylko trochę lawy, choć w dalszym ciągu istnieje stan zagrożenia (w nocy na czarnym tle nieba widać było tryskającą czerwoną plamę lawy).
Zgłoszony został on do konkursu: 7 współczesnych cudów świata.
Patrząc na niego zastanawiałam się jak to możliwe, by coś tak doskonałego kształtu, naturalnego i pięknego (Mayon dosłownie znaczy „piękny/a”), było zarazem tak niszczycielskie .
W 1814 roku, ponieważ groził wybuchem, wieśniacy w nadziei na ocalenie schronili się w oddalonym od niego kilka kilometrów Kościele. Lawa zatopiła cały Kościół wraz ze znajdującymi się tam ludźmi. Dziś z ziemi wystaje tylko dzwonnica i obok niej ocalała cześć ruin po kościele.
Może dodam jeszcze, iż to miejsce jest jednym z najbardziej odwiedzanych przez turystów na Filipinach.

Zdjęcia
|